środa, 25 grudnia 2013

2."Nadzieja - najlepszy przyjaciel czlowieka. To ona zostaje do konca"

 

 Drugi dzień w nowym domu, byłam strasznie ciekawa jakich mamy sąsiadów, więc od razu gdy wstałam nie zwlekałam ani chwili tylko szybko się umyłam i ubrałam <Klik>, a potem poszłam przejść się po okolicy i przy okazji iść coś kupić do sklepu.
Gdy wyszłam z domu, ulica na które mieszkałam była pusta, aż dziwnie na niej było - jestem przyzwyczajona do hałasu. W Polce jak nie samochody jeździły to ktoś darł japę na całą ulice.
Moją uwagę przykuł biały dom, który był otaczany białym murem. Był taki prosty, ale śliczny. Nie wpatrując się dalej jak głupia w ten dom ruszyłam w stronę sklepu.
Będąc na miejscu wybrałam sobie coś do jedzenia, zimną kawę i jakąś gazetę do czytania. Zaczęłam kierować się w stronę kasy, miałam zamiar wrócić do domu - moje plany pokrzyżował mi jednak jakiś koleś, który dobił do mnie i wytrącił mi wszystko z rąk. Automatycznie schyliłam się po moje rzeczy i ten chłopak też.
-Przepraszam.- powiedział.
-Patrz jak...-sięgnęliśmy razem po kawę, nasze ręce się dotknęły i dopiero spojrzałam na chłopaka... zatkało mnie i nie wierzyłam w to co widzę.
-Wybacz, zagap...- jego też zamurowało. Miałam płakać czy się śmiać? To było tak piękne, że aż nie możliwe- to był Harry Styles, mój Harry.
-Ronnie?- zapytał, żeby nie wyjść na idiotę, jak idiotka rzuciłam się na niego i przytuliłam.
-Wow, a jednak o mnie nie zapomniałeś.- zaśmiałam się.
Przytulił mnie mocniej.
-O tobie? Nigdy, za dużo czasu razem spędzonego razem.- powiedział.
-Już myślałam, że nigdy się nie spotkamy.- oznajmiłam.
-Ja też... już ci nie pozwolę odejść.- aww... jaki słodki.
-Mamy dużo do nadrobienia.
-Kawa?
-Najpierw muszę za to zapłacić.
Poszliśmy do kasy miałam wrażenie, że mam halucynacje i Harry, którego widzę, i który stoi przy mnie przy kasie to tylko i wyłącznie moja wyobraźnia. Dopiero teraz do mnie dochodzi co tak na prawdę się stało... Mój najdroższy, ukochany Harry znów go widzę.Boże ! Dziękuję ! DZIĘ-KU-JĘ !!!
Wpakowałam wszystkie swoje rzeczy do torebki.
-To co z tą kawą? -zapytał.- Ja stawiam.
-Mi pasuje.- uśmiechnęłam się.
Podczas drogi prawie się nie odzywaliśmy się do siebie - no nie wiedziałam jak zacząć temat. Dopiero w kawiarni usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Już myślałem, że nigdy już się z tobą nie spotkam.-powiedział chłopak.
-Przepraszam.- spuściłam głowę, zrobiło mi się głupio tamtego dnia nawet się z nim nie pożegnałam.
-Co cię gryzie?- zapytał.
-Wyjechałam wtedy bez słowa, nie pożegnałam się i nie umiem sobie wybaczyć, że tedy straciłam cudownego przyjaciela jakim byłeś ty.
-Możesz mi powiedzieć co się wtedy stało? Jak dobrze pamiętam tego samego dnia rano normalnie rozmawialiśmy.- musiałam mu wreszcie powiedzieć, bo przecież nie wiem czy nie widzę go po raz ostatni.
-Kiedyś tata rzucił hasło wyprowadzamy się gdzieś daleko stąd, nie brałam tego na poważnie choć wtedy się zbuntowałam i powiedziałam żeby nigdy więcej o tym nie chcę słyszeć nie mówiłam nic tobie o tym bo mi z głowy wyleciało, ale pewnego dnia było już za późno. Mój ojciec był sprytny kiedy wychodziłam do szkoły pakował powoli moje rzeczy tak żebym się nie skapnęła. Tamtego dnia kiedy wróciłam od ciebie mój tata powiedział mi, że jedziemy do Meggy na kilka dni stwierdził, że nie mamy za dużo czasu, a że ja siedziałam od ciebie to moja mama mnie już spakowała, to było całkiem normalne. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Manchester'u, droga jak droga była taka sama jednak zaczęłam coś podejrzewać jak ojciec nie skręcił tam gdzie trzeba było, jednak tłumaczył się tym, że przegapił tą drogę pojedziemy inną drogą. Takim cudownym sposobem dojechaliśmy na lotnisko, wtedy już wiedziałam co jest grane i wpadłam w histerię darłam się po nich jak szalona, opętana ojciec tylko ciągnął mnie za sobą z całej siły do budynku, uspokoiłam się w końcu i postanowiłam do ciebie napisać sms'a , ale mój kochany tatuś wyrwał mi mój telefon.- opowiedziałam.
-Ja się bałem, że to moja wina, że może powiedziałem coś wtedy jednak nie umiałem sobie przypomnieć o czym wtedy rozmawialiśmy.- powiedział.
-Harry chciałam zadzwonić powiedzieć ci co się dzieje, ale nie miałam jak. Mój ojciec woził mnie do szkoły, odbierał mnie z niej, nie mogłam chodzić z koleżankami na miasto czy na zakupy, internet tylko do rzeczy związanych ze szkołą, każdy inny mój ruch był kontrolowany widział wszystkie strony, które odwiedzam, miałam telefon żeby tylko z nim się kontaktować i z  matką moje koleżanki też nie mogły nic wiedzieć. Kiedyś mój ojciec się spóźnił po mnie poprosiłam ją żeby mi dała telefon i chciałam do ciebie zadzwonić jednak on akurat przyjechał. Kiedy on to zobaczył telefon w mojej ręce wpadł w szał zaciągnął mnie na oczach Meggy i Becky z całej siły do samochodu, całą drogę się na mnie darł a kiedy wróciliśmy do domu...- sięgnęłam po telefon i wyszukałam galerię zdjęć.- urządził mnie tak.- pokazałam zdjęcie.
-To nie możliwe żeby wujek Mark tak się...
-A jednak ten policjant co wykonywał sumiennie swój zawód tak potraktował swoją córkę.- powiedziałam, już mówiłam płacząc.- Te blizny same też się nie zrobiły.- pokazałam mu moje przed ramię obu rąk.- To samo mam na brzuchu, biodrach i udach.  Moje życie odkąd ciebie straciłam było piekłem, nie radziłam sobie. Ta blizna to szycie, ledwo uszłam życiem bo wtedy chciałam się zabić i nożem przecięłam sobie żyłę. - Harry też miał łzy w oczach.- Po tym moja matka zrozumiała, że nie może być z potworem i rozwiodła się z nim. Wtedy nadszedł czas wolności mogłam robić co chcę, ale było już za późno... zmieniłeś numer, na listy nie odpowiadałeś, na facebook'u cię nie było, a twitter był ogarnięty przez miliony followersów jedyne co wiedziałam to byłeś w XFactor i jesteś w zespole, który w ciągu kilku miesięcy osiągnął więcej niż niektórzy przez całe swoje życie. Straciłam nadzieję i stałam się jedną z tych milionów fanek z całego świata.
Nie umiał wydusić z siebie żadnego słowa, po prostu przyciągnął mnie do siebie i z całej siły przytulił.
-Już nic nas nie rozdzieli.- serce mi pękało jak widziałam go ze łzami w oczach.
-Harry nie płacz, wszystko tylko nie płacz.- powiedziałam, ściskając go mocniej.
-Nic się nie zmieniłaś mówisz jak kilka lat temu.- zaśmiał się.
To najlepszy dzień w moim życiu od kilku lat.
-Czemu tu wyjechałaś?-zapytał szatyn.
-W Polsce nie ma dla mnie miejsca wszystko przypomina mi o ojcu i o tym co się stało, a tyu chciałam dokończyć moja edukację i spełnić kilka marzeń.-zaśmiałam się.
-Dużo ich jest?-spytał.
-Właśnie jedno się spełniło.- odparłam.- Zresztą się zobaczy.
-A grasz jeszcze na pianinie?
-Nadal umie grać, ale jak siadałam przy pianinie po przeprowadzce przypominałam sobie jak grałam u twojego i to źle na mnie działało od tamtego czasu nie grałam, mam w domu teraz pianino, ale nie wiem czy dam radę usiąść przy nim.- oznajmiłam.
-Od kiedy ty w ogóle tu jesteś?
-Wczoraj przyleciałam.
Siedzieliśmy w kawiarni  dwie godziny a potem postanowiliśmy iść do parku. Znaleźliśmy sobie jakąś wolną ławkę i dalej rozmawialiśmy.
- Kiedy miałem osiem lat chodziliśmy do parku i planowaliśmy naszą przyszłość. -opowiadał.
-Nasze wyprawy do lasu, do parku to było wspaniałe, ale ja nie pamiętam potrafię sobie tylko to wyobrazić.-odparłam.
-Pamiętam nasz pierwszy pocałunek.-poczułam się jak by ktoś mocno mnie w plecy uderzył.
-To było głupie bo i tak nic z tego nie wyszło.- zaśmiałam się.
-Ale słodkie,a teraz mamy tyle do nadrobienia.
-A na to resztę życia o ile będziesz dla mnie wstanie poświęcić jakąś część tego.
-Zapomniałaś? Przyjaźń na zawsze choćby miał się skończyć świat.
Siedzieliśmy chyba jeszcze z godzinę w parku i śmialiśmy się na cały głos. W końcu przypomniało mi się, że w domu mam dwie przyjaciółki, które zapewne na mnie czekają i może się martwią. Spojrzałam na swój telefon - siedemdziesiąt nie odebranych połączeń od Maggy i Becky.
-Harry zagadaliśmy się trochę i zapomniałam, że mam dwie przyjaciółki w domu, które mogą się o mnie martwić.- powiedziałam.
-Jasne, rozumiem. Może cię odprowadzić?- spytał.
-Chce ci się?
-Ciebie zawsze.- odparł.
Zaczęliśmy kierować się w stronę mojego domu - Harry nic się nie zmienił od czasu naszego rozstania, nadal był tym samym zabawnym, słodkim chłopakiem co kiedyś.
Kiedy doszliśmy na miejsce trzeba było umówić się na kolejne spotkanie - miałam nadzieję, że on to zaproponuje, mi było głupio.
-No to jesteśmy na miejscu.- powiedziałam.
-Tu?- zdziwił się.
-Nom, tak wiem taki wielki dom a w nim jedynie trzy nastolatki... mnie też to zdziwiło jak wczoraj tu przyjechałam.
-Nie chodzi o to... po prostu nie wiedziałem, że będę miał nowe sąsiadki.- co?
-Sąsiadki?
-Znów jesteśmy sąsiadami mieszkam tam.- pokazał na biały dom, który rano podziwiałam.
-A ja rano szłam i patrzyłam na niego.
Tyle wrażeń jak na jeden dzień, to chyba sen... zaraz się obudzę.
-Dasz mi swój numer?- spytał szatyn. Wystawiłam dłoń, chłopak wiedział o co chodzi i podał mi swój telefon żebym wpisała swój numer.
-Proszę.- powiedziałam.
-Jesteś taka sama.
-Zapewniam cię, że niektóre rzeczy się zmieniły.- zaśmiałam się.
-Mamy na wszystko czas.
-Jak będziesz coś potrzebował to wiesz gdzie możesz mnie szukać.- otwarłam bramę.
-Cześć.- pożegnał się.
-Pa.
Z bananem na ryju pobiegłam do domu, dopadły mnie dziewczyny z pretensjami i rządne wyjaśnień...
________________
Czytasz = Komentarz xx

sobota, 21 grudnia 2013

1. "Brakuje tylko jednej osoby a czujemy sie tak, jakby nie bylo calego swiata wokol nas..."

Piątek
Od razu po akademii kończącej rok szkolny wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać się do podróży która miała odbić się za kilka godzin. 
-Ronnie!- krzyknęła moja mama z dołu czyli właśnie wróciła.
Poleciałam na dół żeby się z nią ostatni raz przywitać.
-Cześć.
-Cześć córuś.-powiedziała.-Musimy porozmawiać.
-Coś się stało?-spytałam.
-Nie, chcę ci coś po prostu dać.- oznajmiła.
Poszliśmy z mamą do salonu i usiadłyśmy na sofie koło kominka. Mama wyciągnęła z jednej półki pudełko i mi je podała.
-Co to jest?- zapytałam.
-Otwórz mi zobacz.- odpowiedziała.
Posłuchałam jej i zrobiłam tak jak mi powiedziała.
-To twoje, dawno powinnam ci to oddać.- to były moje rzeczy, moje prywatne rzeczy z czasów Holmes Chapel.
-I co to mi da? Czasu, nie cofnie, nie przywróci mi Harry'ego.- łzy stanęły mi w oczach.
-Wiem, ale teraz trzeba jakoś żyć.  Kiedyś ludzie o nas zapomną. Może będą płakać tydzień, może miesiąc, a może nawet rok, ale w końcu zapomną więc przestań się nimi przejmować i zacznij myśleć odrobinę egoistyczniej.- łatwo się jej mówi.
-Mamo, trzeba jakoś żyć, słyszysz jak to banalnie brzmi? Nie wiesz jak to jest stracić swoje oparcie, jedyną osobę, która cię rozumiała i była dla ciebie całym światem. Gdyby nie wasze durne pomysły i głupi wyjazd do tej dziury nigdy by do tego nie doszło.- trochę się uniosłam i poszłam do siebie do pokoju.
Spakowałam wypraną bieliznę i wyprasowane ciuchy, które leżały na łóżku. Po raz ostatni
położyłam się na moim łóżku, a potem  zeszłam z moimi walizkami na dół.  Miałam 2 duże walizki plus małą torbę z kosmetykami laptopem i innymi do tego bagaż podręczny z telefonem słuchawkami no i wrzuciłam do niego to pudełko od mamy - były tam między innymi wydrukowane sms'y, rozmowy na facebook'u, mój stary pamiętnik i telefon na którym było dużo zdjęć z Harry'm, których nie widziałam od lat, jednak najbardziej zainteresowała mnie koperta, zadziwiło mnie to, dlaczego rodzice ukryli przede mną list od mojej prababci. Nie otwierałam go nie miałam za dużo czasu, zobaczę co to jest dopiero w czasie lotu. Przebrałam się w to <Klik> i jeszcze chwile posiedziałam w swoim pokoju.
Zeszłam na dół, musiałam się pożegnać z moją mamą, nadal byłam na nią zła, ale to nie zmienia faktu, że jest moją rodzicielką. Pożegnanie jak każde inne było trudne.
Kiedy taksówka przyjechałam pod dom zabrałam manatki i wpakowałam się do samochodu.
***
Droga do Balic zajęła mi ok 40 minut.  Poszłam pod jedną kawiarnie gdzie byłam umówiona z Maggy i Becky,  ale oczywiście musiałam na jaśnie panie czekać.
- No nareszcie ! Ile to można na księżniczki czekać? - powiedziałam kiedy po ok 20 min pojawiły się dziewczyny.
-Korki są na autostradzie.- tłumaczyła Maggy.
-Nic się nie stało.
Odniosłyśmy nasze bagaże i kupiłyśmy sobie kawę. Nie obeszło się bez bezsensownej rozmowy i dzikich śmiechów.
Kończyłam pić swoją kawę.
– A teraz chodźcie bo bagaże poleci bez nas.-powiedziałam
- Dobra, dobra już idziemy mamo ! - zaśmiały się.
 Po 20 minutach byłyśmy już w samolocie. Z torby wyciągnęłam słuchawki i stary telefon .Od razu je podłączyłam kabel do odtwarzacza.
- Proszę zapiąć pasy. Startujemy. - powiedziała jedna ze stewardes.
- No to lecimy! - powiedziałam podekscytowana .
Włożyłam słuchawki do uszu i spojrzałam się na dziewczyny, siedziały wtulone do fotelów.
Włączyłam sobie piosenką "They don't know about us" i zaczęłam oglądać zdjęcia. Czułam jak po moim policzku spływały mi łzy. Nie wiedziałam jak to jest możliwe, że tak szybko się poddałam i w ogóle nie walczyłam.
Rosalie nie zwracała na mnie uwagi, ponieważ była zajęta spaniem, a Becky czytaniem książki.
Gdy skończyłam oglądać zdjęcia wzięłam się za czytanie listu od babci. Otworzyłam kopertę a w środku była druga koperta, która już była zaadresowana na moje nazwisko. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe. 
Droga Ronnie!
Za bardzo nie wiem jak mam zacząć ten list, mam tyle do powiedzenia. Minęły dwa lata kiedy Cię nie ma, nie wiem co się wtedy stało, dlaczego nie powiedziałaś mi o wyprowadzce, dlaczego się ze mną nie pożegnałaś, dlaczego nie odbierałaś moich sms'ów i dlaczego nie zostawiłaś mi żadnych namiarów na siebie. Moja mama mi nic nie powiedziała lub może o niczym nie wiedziała, sam nie wiem jaka jest prawa. Być może coś się wydarzyło, może to moja wina, może zrobiłem coś nie tak. Jeżeli coś takiego było to przepraszam, nie chciałem Cię zranić.
Brakuje mi naszych wygłupów i chciałbym żebyś była tutaj przy mnie, a prawda jest taka, że nawet nie pamiętam jak wyglądasz, bo nie mam żadnego naszego zdjęcia, wszystkie były u ciebie. Pewnie gdybym mijał Cię na ulicy nie wiedziałbym, że to Ty. W głowie zapamiętałem Cię jako cieszącą się z życia dziewczynę, zawsze uśmiechniętą. Może to zabrzmi głupio i banalnie, ale nadal mam nadzieję, że spędzę z tobą czas, choćby to miała być krótka chwila. 
Zawsze mnie wspierałaś, pewnie teraz kiedy idę do XFactor'a też byś mnie wspierała, bo zawsze powtarzałaś, że kiedyś będę gwiazdą. Teraz nawet nie wiem gdzie jesteś i gdzie mogę Cię znaleźć, nie mam nawet pewności, że przeczytasz ten list.   Nie będę się dłużej rozpisywał to nie ma sensu, po prostu chcę żebyś pamiętała, że zawsze będę Cię pamiętał choćby nie wiem co by miało się stać.
 Harry

 Rozkleiłam się, to tak bardzo bolało jego list uderzył mi prosto do serca. Najbardziej zabolało mnie to, że obwinia siebie, za utratę mnie, a prawda jest taka, że winny jest wszystkiemu mój najcudowniejszy tatuś. Wzięłam do rąk swój stary pamiętnik i zaczęłam czytać co niektóre dni z mojego życia.  Postanowiłam, że gdy będziemy na miejscu wszystko opowiem dziewczyną.
Po jakimś czasie schowałam zeszyt i zasnęłam.

~2 godziny później~
Poczułam lekkie niepotrząsanie  mojego ciała.
- Co się stało ? - powiedziałam zaspanym głosem
- A no nie wiem, a może tak lądujemy ? -zaczęła się drażnić ze mną Becky.
- Ha ha ha... Bardzo śmieszne . - odpowiedziałam i zaczęłam się poprawiać.
Upłynęło około 30 minut gdy znalazłyśmy się na lotnisku w Londynie. Byłam totalnie podniecona długo na to czekałam.
Czekałyśmy przed lotniskiem aż przyjedzie taxi w między czasie napisałam do mamy sms'a, że już jestem.
-Masz klucze?-spytała mnie Maggy.
-Bez nich ani rusz.-zaśmiałam się.
Po chwili przyjechała taksówka. W pakowałyśmy nasze rzeczy do samochodu, ja dogadałam się z kierowcą i wyruszyliśmy.
 Z okna samochodu podziwiałam piękno Londynu. Ulice wyglądały dużo piękniej niż na zdjęciach.
Nagle zatrzymaliśmy się przed wielkim domem, nie wiedziałam co jest grane.
-Jesteśmy na miejscu.- oznajmił kierowca.
Zaskoczyłam się jego wyglądem. To nie był normalny dom to podchodziło pod wille... dużą wille.
Przytachałyśmy nasze walizki na górę i trzeba było je teraz rozpakować. Zaczęłyśmy to robić powoli.  Gdzieś przed 20;30 zrobiłam sobie przerwę i postanowiłam powiedzieć dziewczyną o tym wszystkim jesteśmy w Anglii, a ja całe życie nie mogę ukrywać, części swojego życia.
Zebrałyśmy się w salonie na kanapie. 
-Stało się coś?- zapytała Maggy.
-Wszystko w porządku.- odparłam.-Chcę wam tylko coś powiedzieć.
-To w takim razie co chcesz nam powiedzieć?- Becky.
-Jesteśmy przyjaciółkami, a ja nie byłam w stosunku do was zawsze szczera.- oznajmiłam, przewijając zdjęcia w telefonie.
-Słucham?- powiedziały równocześnie.
-Holmes Chapel, z kim się kojarzy?- spytałam.
-Harry'm Styles'em.- odparła Meg.
-Zawsze ja do ciebie jeździłam z rodzicami do Manchesteru, ale ty nigdy mnie nie odwiedziłaś i chyba zapomniałaś gdzie się wychowałam.- opowiedziałam Maggy.
-Dowiem co się tu dzieje?- Becky.
-Za nim rodzice przenieśli się ze mną  do Polski mieszkałam mieszkałam i wychowałam się w Holmes Chapel, miałam fajnego sąsiada a w tym przyjaciela, był nim Harry, Harry Styles.
Zatkało je, a ja im podstawiłam pod nos telefon ze zdjęciem mnie i Harry'ego. 
-O kurwa.- wymsknęło się Backy. - Utrzymujesz z nim nadal kontakt?
-A przez ostatnie kilka lat wyglądałam na kogoś takiego?- pytanie retoryczne.
-Dlaczego? Co się stało?
-Maggy co ci rodzice powiedzieli kiedy masz przeprowadzaliście się do Polski?- zapyałam.
-Tylko mi powiedzieli, w sumie nie miałam nic przeciwko temu, a co?- powiedziała.
-Moi rodzice powiedzieli mi tego samego dnia co mieliśmy wyjeżdżać, sami mnie spakowali i  nie pozwolili mi pożegnać się z Harry'm, zabrali mi telefon w ogóle nie mogłam kontaktować się z nim, ani moimi znajomymi ze szkoły. Ojciec kontrolował każdy mój ruch w internecie, myślicie dlaczego nie chodziłam z wami na plac, nie miałyśmy nocek wspólnych, dlatego że on by mnie nie puścił, bo obawiał się, że zadzwonię do cioci Ann i powiem jej o wszystkim, raz spróbowałam to powiedział, że jeszcze raz to zmienię szkołę i mi tak przylał, że do szkoły nie chodziłam przez kilka dni puki opuchlizna mi nie zeszła.- opowiedziałam.- Nie ma nocy żebym nie przepłakała, bo wiem, że teraz mój przyjaciel może być jedynie moim idolem bo niemożliwe jest żebym się z nim skontaktowała, zostałam jedynie jedną z tych milionów nastolatek, które drą ryjca na jego widok.
Przytuliły mnie bardzo mocno.
-Boże to jest okropne.- powiedziała Becky.
-Był najbliższą mi osobą, spędziłam z nim najpiękniejsze chwilę w moim życiu, on mnie rozumiał i mogłam mu powiedzieć o wszystkim, ale najlepiej było zabrać mi moje życie. Zawsze starałam się ukrywać ból, ale w nocy nie umiałam się powstrzymać od płaczu.
-Jak trzeba być okrutnym człowiekiem żeby komuś załatwić takie życie.- ruszyło to dziewczyny i tak jak w moich oczach pojawiły się łzy w ich również. Nie umiałam z nimi dłużej siedzieć musiałam pobyć sama więc poszłam do siebie do pokoju. Rozpakowałam resztę swoich ciuchów, potem wykąpałam się i położyłam do łóżka, nie umiałam spać musiałam sobie poprzypominać trochę z tamtych czasów więc czytałam swój pamiętnik...
_________________
Czytasz = Komentarz xx

sobota, 14 grudnia 2013

Prolog.

 Podobno wyglądam na szczęśliwą i szaloną nastolatkę -to normalne ludzie oceniają cię po tym jak się zachowujesz a nigdy nie wiedzą co czujesz od środka. Mam już dość uśmiechania się żeby zakryć ból jaki wyrządzili mi moi rodzice i w cale nie jestem taka jak postrzegają mnie inni. Jak na osiemnastoletnią dziewczynę przeżyłam dużo, aż za dużo.
Miałam trzynaście lat byłam zakochana po uszy w moim najlepszym przyjacielu, szatynie z cudownymi dołeczkami i pięknymi zielonymi oczami - tak mówię o Harry'm Styles'u. Znam go od dzieciństwa, razem praktycznie bawiliśmy się w piaskownicy, a nasze mamy były przyjaciółkami i nawet kiedy Harry po rozwodzie rodziców przeprowadził do innej miejscowości nadal się spotykaliśmy, w końcu znów wrócił do Holmes Champel i znów spędzaliśmy praktycznie 24h  na 7.
W końcu mojemu ojcu odbiło, miałam wtedy trzynaście lat zabronił mi spotykać się z Harry'm a na koniec wywiózł mnie do Polski. Zabrał mi wszystko, praktycznie całe życie, założył kontrole rodzicielską na telefonie, telewizorze i komputerze,  żebym jakimkolwiek sposobem nie kontaktowała się z Harry'm, nie mogłam spotykać się z przyjaciółkami, jak bym poprosiła jakąkolwiek z nich o  jakąś informacje na temat Harry'ego ojciec załatwiłby mi nauczenie domowe i odizolował od ludzi. Moje rówieśniczki mieli idoli, a ja jedyne co miałam to... no nic nie miałam, swojego czasu nie znałam najpopularniejszych gwiazd bo nie mogła. Przychodziłam do domu, siadałam przy książkach a i tak nic nie wiedziałam, bo stres mnie zżerał. Nie było dnia żebym nie płakała, a w ciągu tygodnia potrafiłam schudnąć 3 do 5 kilogramów.  Miałam 15 lat miałam 170 cm wzrostu i ważyłam ok 48 kilogramów być może mniej.
Ten cały koszmar skończył się kiedy miałam szesnaście lat, moja mama postanowiłam rozwieść się z ojcem i odebrać mu prawa do mnie i jej się udało. Odzyskałam swoją wolność, jednak przez trzy lata dużo się zmieniło. Chciałam odnaleźć Harry'ego, jakoś się z nim skontaktować jednak to już nie było możliwe. Na sam początek próbowałam się do niego dodzwonić, bez skutecznie, sygnał był, ale nikt nie odbierał. Postanowiłam dalej szukać, zaczęłam od wyszukiwarki wpisałam tam "Harry Styles" - momentalnie mnie zamurowało, mogłam zapomnieć, że odzyskam przyjaciela bo on ma nowe życie. Z tego chłopaka z małego miasta w Anglii zrobili najpopularniejszego chłopaka na całym świecie - członka zespołu One Direction. Załamałam się - ja go nadal kochałam, a teraz okazuje się, że jestem jedną z milionów nastolatek z całego świata. Wyszło na to, że już nigdy nie będę się mogła się do niego przytulić i powiedzieć mi o swoim życiu. Tamtego czasu nikt nie umiał mi pomóc nawet moje przyjaciółki, znały zespół były fankami jednak z mojej strony nie wiedziały, że chłopak od którego odciągnęli mnie rodzice to ten lokaty Harry. Nie mogłam jej powiedzieć, nie inaczej nie umiałam im powiedzieć... Faktycznie Meggy znała mnie długi czas i ze mną przeprowadziła się do Anglii, ale i tak nie znała mojego ukochanego. Ja zostałam sama sobie i każdego wieczoru przed spaniem oglądałam album z dzieciństwa, zdjęcia na których byłam z Harry'm...
___________
Czytasz = Komentarz xx