środa, 25 grudnia 2013

2."Nadzieja - najlepszy przyjaciel czlowieka. To ona zostaje do konca"

 

 Drugi dzień w nowym domu, byłam strasznie ciekawa jakich mamy sąsiadów, więc od razu gdy wstałam nie zwlekałam ani chwili tylko szybko się umyłam i ubrałam <Klik>, a potem poszłam przejść się po okolicy i przy okazji iść coś kupić do sklepu.
Gdy wyszłam z domu, ulica na które mieszkałam była pusta, aż dziwnie na niej było - jestem przyzwyczajona do hałasu. W Polce jak nie samochody jeździły to ktoś darł japę na całą ulice.
Moją uwagę przykuł biały dom, który był otaczany białym murem. Był taki prosty, ale śliczny. Nie wpatrując się dalej jak głupia w ten dom ruszyłam w stronę sklepu.
Będąc na miejscu wybrałam sobie coś do jedzenia, zimną kawę i jakąś gazetę do czytania. Zaczęłam kierować się w stronę kasy, miałam zamiar wrócić do domu - moje plany pokrzyżował mi jednak jakiś koleś, który dobił do mnie i wytrącił mi wszystko z rąk. Automatycznie schyliłam się po moje rzeczy i ten chłopak też.
-Przepraszam.- powiedział.
-Patrz jak...-sięgnęliśmy razem po kawę, nasze ręce się dotknęły i dopiero spojrzałam na chłopaka... zatkało mnie i nie wierzyłam w to co widzę.
-Wybacz, zagap...- jego też zamurowało. Miałam płakać czy się śmiać? To było tak piękne, że aż nie możliwe- to był Harry Styles, mój Harry.
-Ronnie?- zapytał, żeby nie wyjść na idiotę, jak idiotka rzuciłam się na niego i przytuliłam.
-Wow, a jednak o mnie nie zapomniałeś.- zaśmiałam się.
Przytulił mnie mocniej.
-O tobie? Nigdy, za dużo czasu razem spędzonego razem.- powiedział.
-Już myślałam, że nigdy się nie spotkamy.- oznajmiłam.
-Ja też... już ci nie pozwolę odejść.- aww... jaki słodki.
-Mamy dużo do nadrobienia.
-Kawa?
-Najpierw muszę za to zapłacić.
Poszliśmy do kasy miałam wrażenie, że mam halucynacje i Harry, którego widzę, i który stoi przy mnie przy kasie to tylko i wyłącznie moja wyobraźnia. Dopiero teraz do mnie dochodzi co tak na prawdę się stało... Mój najdroższy, ukochany Harry znów go widzę.Boże ! Dziękuję ! DZIĘ-KU-JĘ !!!
Wpakowałam wszystkie swoje rzeczy do torebki.
-To co z tą kawą? -zapytał.- Ja stawiam.
-Mi pasuje.- uśmiechnęłam się.
Podczas drogi prawie się nie odzywaliśmy się do siebie - no nie wiedziałam jak zacząć temat. Dopiero w kawiarni usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy rozmawiać.
-Już myślałem, że nigdy już się z tobą nie spotkam.-powiedział chłopak.
-Przepraszam.- spuściłam głowę, zrobiło mi się głupio tamtego dnia nawet się z nim nie pożegnałam.
-Co cię gryzie?- zapytał.
-Wyjechałam wtedy bez słowa, nie pożegnałam się i nie umiem sobie wybaczyć, że tedy straciłam cudownego przyjaciela jakim byłeś ty.
-Możesz mi powiedzieć co się wtedy stało? Jak dobrze pamiętam tego samego dnia rano normalnie rozmawialiśmy.- musiałam mu wreszcie powiedzieć, bo przecież nie wiem czy nie widzę go po raz ostatni.
-Kiedyś tata rzucił hasło wyprowadzamy się gdzieś daleko stąd, nie brałam tego na poważnie choć wtedy się zbuntowałam i powiedziałam żeby nigdy więcej o tym nie chcę słyszeć nie mówiłam nic tobie o tym bo mi z głowy wyleciało, ale pewnego dnia było już za późno. Mój ojciec był sprytny kiedy wychodziłam do szkoły pakował powoli moje rzeczy tak żebym się nie skapnęła. Tamtego dnia kiedy wróciłam od ciebie mój tata powiedział mi, że jedziemy do Meggy na kilka dni stwierdził, że nie mamy za dużo czasu, a że ja siedziałam od ciebie to moja mama mnie już spakowała, to było całkiem normalne. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do Manchester'u, droga jak droga była taka sama jednak zaczęłam coś podejrzewać jak ojciec nie skręcił tam gdzie trzeba było, jednak tłumaczył się tym, że przegapił tą drogę pojedziemy inną drogą. Takim cudownym sposobem dojechaliśmy na lotnisko, wtedy już wiedziałam co jest grane i wpadłam w histerię darłam się po nich jak szalona, opętana ojciec tylko ciągnął mnie za sobą z całej siły do budynku, uspokoiłam się w końcu i postanowiłam do ciebie napisać sms'a , ale mój kochany tatuś wyrwał mi mój telefon.- opowiedziałam.
-Ja się bałem, że to moja wina, że może powiedziałem coś wtedy jednak nie umiałem sobie przypomnieć o czym wtedy rozmawialiśmy.- powiedział.
-Harry chciałam zadzwonić powiedzieć ci co się dzieje, ale nie miałam jak. Mój ojciec woził mnie do szkoły, odbierał mnie z niej, nie mogłam chodzić z koleżankami na miasto czy na zakupy, internet tylko do rzeczy związanych ze szkołą, każdy inny mój ruch był kontrolowany widział wszystkie strony, które odwiedzam, miałam telefon żeby tylko z nim się kontaktować i z  matką moje koleżanki też nie mogły nic wiedzieć. Kiedyś mój ojciec się spóźnił po mnie poprosiłam ją żeby mi dała telefon i chciałam do ciebie zadzwonić jednak on akurat przyjechał. Kiedy on to zobaczył telefon w mojej ręce wpadł w szał zaciągnął mnie na oczach Meggy i Becky z całej siły do samochodu, całą drogę się na mnie darł a kiedy wróciliśmy do domu...- sięgnęłam po telefon i wyszukałam galerię zdjęć.- urządził mnie tak.- pokazałam zdjęcie.
-To nie możliwe żeby wujek Mark tak się...
-A jednak ten policjant co wykonywał sumiennie swój zawód tak potraktował swoją córkę.- powiedziałam, już mówiłam płacząc.- Te blizny same też się nie zrobiły.- pokazałam mu moje przed ramię obu rąk.- To samo mam na brzuchu, biodrach i udach.  Moje życie odkąd ciebie straciłam było piekłem, nie radziłam sobie. Ta blizna to szycie, ledwo uszłam życiem bo wtedy chciałam się zabić i nożem przecięłam sobie żyłę. - Harry też miał łzy w oczach.- Po tym moja matka zrozumiała, że nie może być z potworem i rozwiodła się z nim. Wtedy nadszedł czas wolności mogłam robić co chcę, ale było już za późno... zmieniłeś numer, na listy nie odpowiadałeś, na facebook'u cię nie było, a twitter był ogarnięty przez miliony followersów jedyne co wiedziałam to byłeś w XFactor i jesteś w zespole, który w ciągu kilku miesięcy osiągnął więcej niż niektórzy przez całe swoje życie. Straciłam nadzieję i stałam się jedną z tych milionów fanek z całego świata.
Nie umiał wydusić z siebie żadnego słowa, po prostu przyciągnął mnie do siebie i z całej siły przytulił.
-Już nic nas nie rozdzieli.- serce mi pękało jak widziałam go ze łzami w oczach.
-Harry nie płacz, wszystko tylko nie płacz.- powiedziałam, ściskając go mocniej.
-Nic się nie zmieniłaś mówisz jak kilka lat temu.- zaśmiał się.
To najlepszy dzień w moim życiu od kilku lat.
-Czemu tu wyjechałaś?-zapytał szatyn.
-W Polsce nie ma dla mnie miejsca wszystko przypomina mi o ojcu i o tym co się stało, a tyu chciałam dokończyć moja edukację i spełnić kilka marzeń.-zaśmiałam się.
-Dużo ich jest?-spytał.
-Właśnie jedno się spełniło.- odparłam.- Zresztą się zobaczy.
-A grasz jeszcze na pianinie?
-Nadal umie grać, ale jak siadałam przy pianinie po przeprowadzce przypominałam sobie jak grałam u twojego i to źle na mnie działało od tamtego czasu nie grałam, mam w domu teraz pianino, ale nie wiem czy dam radę usiąść przy nim.- oznajmiłam.
-Od kiedy ty w ogóle tu jesteś?
-Wczoraj przyleciałam.
Siedzieliśmy w kawiarni  dwie godziny a potem postanowiliśmy iść do parku. Znaleźliśmy sobie jakąś wolną ławkę i dalej rozmawialiśmy.
- Kiedy miałem osiem lat chodziliśmy do parku i planowaliśmy naszą przyszłość. -opowiadał.
-Nasze wyprawy do lasu, do parku to było wspaniałe, ale ja nie pamiętam potrafię sobie tylko to wyobrazić.-odparłam.
-Pamiętam nasz pierwszy pocałunek.-poczułam się jak by ktoś mocno mnie w plecy uderzył.
-To było głupie bo i tak nic z tego nie wyszło.- zaśmiałam się.
-Ale słodkie,a teraz mamy tyle do nadrobienia.
-A na to resztę życia o ile będziesz dla mnie wstanie poświęcić jakąś część tego.
-Zapomniałaś? Przyjaźń na zawsze choćby miał się skończyć świat.
Siedzieliśmy chyba jeszcze z godzinę w parku i śmialiśmy się na cały głos. W końcu przypomniało mi się, że w domu mam dwie przyjaciółki, które zapewne na mnie czekają i może się martwią. Spojrzałam na swój telefon - siedemdziesiąt nie odebranych połączeń od Maggy i Becky.
-Harry zagadaliśmy się trochę i zapomniałam, że mam dwie przyjaciółki w domu, które mogą się o mnie martwić.- powiedziałam.
-Jasne, rozumiem. Może cię odprowadzić?- spytał.
-Chce ci się?
-Ciebie zawsze.- odparł.
Zaczęliśmy kierować się w stronę mojego domu - Harry nic się nie zmienił od czasu naszego rozstania, nadal był tym samym zabawnym, słodkim chłopakiem co kiedyś.
Kiedy doszliśmy na miejsce trzeba było umówić się na kolejne spotkanie - miałam nadzieję, że on to zaproponuje, mi było głupio.
-No to jesteśmy na miejscu.- powiedziałam.
-Tu?- zdziwił się.
-Nom, tak wiem taki wielki dom a w nim jedynie trzy nastolatki... mnie też to zdziwiło jak wczoraj tu przyjechałam.
-Nie chodzi o to... po prostu nie wiedziałem, że będę miał nowe sąsiadki.- co?
-Sąsiadki?
-Znów jesteśmy sąsiadami mieszkam tam.- pokazał na biały dom, który rano podziwiałam.
-A ja rano szłam i patrzyłam na niego.
Tyle wrażeń jak na jeden dzień, to chyba sen... zaraz się obudzę.
-Dasz mi swój numer?- spytał szatyn. Wystawiłam dłoń, chłopak wiedział o co chodzi i podał mi swój telefon żebym wpisała swój numer.
-Proszę.- powiedziałam.
-Jesteś taka sama.
-Zapewniam cię, że niektóre rzeczy się zmieniły.- zaśmiałam się.
-Mamy na wszystko czas.
-Jak będziesz coś potrzebował to wiesz gdzie możesz mnie szukać.- otwarłam bramę.
-Cześć.- pożegnał się.
-Pa.
Z bananem na ryju pobiegłam do domu, dopadły mnie dziewczyny z pretensjami i rządne wyjaśnień...
________________
Czytasz = Komentarz xx

2 komentarze:

  1. Omg zajebiste * _________ * Wiem, że pewnie nie uwierzysz, ale się popłakałam, :'( Pisz szybko dalej, proszę. <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Award : ) Więcej info - > http://story-of-my-life-onedir3ction.blogspot.com/2013/12/l-i-b-s-t-e-r-w-r-d.html Jakbyś miała jakieś pytania lub niejasności to pytaj śmiało. : ) Pozdrawiam : *

    OdpowiedzUsuń